Miał paraliż rdzenia kręgowego. Porzucili go rodzice, W ogóle ich nie zna, nie widział. Wychowywały siostry zakonne. Imię i nazwisko nadał mu urząd. Urząd również nadał mu datę urodzenia. Uzdrowiony cudownie z paraliżu, rozpoczął wielką i ciężką pracę nad sobą od nauki mowy. 14 sierpnia udowodnił przed wspólnotą naszej parafii, że Bóg okazuje nieskończone miłosierdzie i z Bogiem wszystko jest możliwe. To jego misja wobec ludzi.

 

Panu Zygmuntowi towarzyszy duszpasterz - Ks. Krzysztof Stromski. Podczas każdej Mszy św. dawał krótkie świadectwo oraz włączał się w liturgię poprzez grę na gitarze i śpiew pieśni, które sam skomponował i napisał. To był tylko wstęp do wieczornego występu Pana Zygmunta, który tak naprawdę nie był koncertem jakiejś gwiazdy, a wielkim uwielbieniem Boga Miłosiernego i Matki Najświętszej.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Prawie wszystkie ławki w kościele były zajęte i z pewnością ten, kto przyszedł, nie żałował. Pan Zygmunt – człowiek niegdyś sparaliżowany dał pokaz działania Boga. Jak twierdzi – Pan Jezus zostawił mu jedną zupełnie niewładną nogę na dowód tego, jaki był jego stan wcześniej. Niegdyś otrzymał specjalne błogosławieństwo od Papieża Jana Pawła II, który podczas rozmowy, wyznaczył mu zadanie głoszenia Ewangelii śpiewem i świadectwem. To zadanie Pan Zygmunt wypełnił wzorcowo w naszej wspólnocie.

Z pewnością wszyscy otwierali oczy i usta ze zdziwienia, podziwiając nie tyle grę na gitarze, ile wręcz mistrzowską wirtuozerię, nie wspominając o możliwościach głosowych, dzięki którym Pan Zygmunt nie miał problemów, by w perfekcyjny sposób wokalnie zamienić się w sędziwą staruszkę (106 lat), a potem w malutkie dziecko, następnie w operową śpiewaczkę z wysokim altem.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

W kościele poza brawami wybuchały więc co jakiś czas salwy śmiechu, ponieważ Pan Zygmunt to człowiek z niesamowitym poczuciem humoru, który ujawniał się także w opowiadaniu dowcipów – zawsze z jakąś puentą.

Koniec spotkania, to wspólny śpiew Barki i Abba Ojcze – doświadczenie jedności naszej wspólnoty, której iskrę wyzwolił Pan Zygmunt i Ks. Krzysztof. Zaśpiewali w duecie. Ks. Krzysztof także grał na gitarze, a potem nawet na ustnej harmonijce.

Pan Zygmunt opuścił świątynię pokazem chodzenia bez dotykania posadzki… - umiejętność wymagająca naprawdę dobrej kondycji.

 
Gościmy
Naszą witrynę przegląda teraz 52 gości 
Czytania
Liczba odwiedzin
Odsłon : 1265676